sobota, 5 marca 2016

Rozdział 2 "I że Cię nie opuszcze"

Stałam jak wryta. Czego on ode mnie chcę?
-Pamiętasz jak miałem 10 lat a Ty 5? Byliśmy właśnie tutaj bawiliśmy się. A potem nigdy Cię nie zobaczyłem. Szukałem przez 11 lat ale nigdy mi się nie udawało. Aż do teraz. Ciekawi mnie co lub kto sprawił że jesteś taka nieśmiała i nieufna, hm?-spojrzał na mnie wymownie
-Ojciec mnie gwalcil i bił. To.. to sprawiło że jestem taka jaka jestem.-łzy leciały mi ciurkiem po policzkach.
-JOEY!-krzyczał jakiś chłopak mniej więcej w moim wieku. Rozpoznalam go. To był Leondre Devries.-Co Ty tutaj robisz z tą ofiarą losu?-zaczął się ze min nabijać ale spojrzał na mnie przepraszajaco.
-Możesz tak o niej nie mówić?-stanął w mojej obronie.-Co się z Tobą dzieje? Upokazasz kogoś choć sam byłeś dreczony?-to mnie zbilo. Leo był upakarzany?
-'Cause i'M hopeful!-zaśpiewał Joey.
-Masz fajny głos.-powiedzialam-Skądś go znam. Just remember that Forever start today.-zanucilam
-Skąd to znasz? Jeszcze nie wyszło.
-LEO TO CALY CZAS SPIEWA!-krzyknął ktoś za nim. Zgaduje że to Charlie.
-Ty gnoju! To miała być tajemnica!-krzyknął Joey. Zaczęli się Fgonić aż Joey wpadł do wody. Śmiałam się do rozpuku.
-Megs no chodź tu. Pomóż staremu koledze.-wzięłam go za rękę ale on mnie wrzucił do wody.
-Osz Ty!-zaczęłam go chlapac.
-Jak wy to i my!-Charlie wskoczył z Leo do wody. Bawiliśmy się do wieczora.
-Margaret.-zatrzymał mnie Leo.
-Tak?-uśmiechnęła się.
-Przpraszam Cię. Nie chciałem cię gnebic chciałem tylko w otoczenie się wtopic. Teraz możemy się zaprzyjaźnić?-Leo był nie pewny. Przytulilam go mocno.
-Ej Meggie, nie wracasz do domu.-powiedział Joey
-Muszę.-uśmiechnęła się smutno.
-Nie. Nie musisz. Zamieszkasz U nas.
-Nie mogę, Joey, nie mogę. To nie będzie bezpieczne dla mnie ani dla Was.-powiedziałam ostro.
-Zaryzykujemy.-powiedzieli w trójkę.
-Ehh.. nic Was nie przekona co?-uśmiechnęła się lekko.-A mieszka tam jakąś dziewczyna?-zapytałam
-Jeśli licząc przebieranki Ryana za księżniczkę to tak.-wszyscy się zasmiali.
-Ejj no. Będę sama.-jeknelam
-Nie. Będziesz z nami.-objął mnie Charlie. Spiorunowalam go wzrokiem-Wyobraź to sobie. Wspólne kąpiele w wannie. Nago. Spacery w lesie. Kąpiele w morzu jeziorze. Pikniki. Kąpiele gdzie kolwiek się da.
-Fuuj.-aż się wzdrygnelam.
-Nie strasz jej.-Joey wziął mnie na plecy.
W końcu doszliśmy do domu..
-O. Mój. Boże.-byłam w szoku.
-Podoba się?-zapytał się Joey.
-No pewnie. Z którym w pokoju będę spać?-zapytałam.
-Że mną.-starszy brunet się uśmiechnął.
-A tak serio?
-Serio serio. Chodź.-wziął mnie za rękę.-Ryan! Jesteś?
-W kuchni.-ów Ryan odkrzyknal.
-To chodź tu.-brunet młodszy się niecierpliwi.
-Co się stało?-wparował do przedpokoju.-Kto to jest?
-Jestem Meggie.-usmiechnelam się.
-Ryan.-przedrzeznil mój uśmiech ale widziałam nienawiść w jego oczach. Chyba będę co unikać.-Co ona tutaj robi?-zapytał się.
-Mieszka.-odchrzaknal Charls.
-Nie. Ja się nie zgadzam.
-3 do 1. Przeglosowane.-wytknal mu język Joey.
-Spierdalaj.-poszedł N górę.
-On ma rację. Nie powinnam tu mieszkać. Ja.. lepiej żebym poszła do domu.-już się zbierałam kiedy Joey mnie zatrzymał. Przywarl mnie do ściany.
-Nie po to szukałem Cię 11 lat żebyś mi teraz uciekala.-musnął lekko moje usta.
-Joey.. ja..-nie wiedziałam co powiedzieć.
-Nic nie mów tylko idź się połóż. Zaraz do Ciebie dołączę.-tylko pokiwalam głową.-idziesz po schodach i pierwsze drzwi na lewo. Z mojej szafki możesz sobie wybrać jedną koszulkę.-uśmiechnął się szeroko.
Poszłam. Pierwsze na lewo. Jest! Znalazłam. Zajrzałam do szafki i wybrałam sobie bluzkę z długim rękawem. Z długim żeby nikt nie widział moich ran na rękach.
- Jestem.-wszedł i Joey.-W tej bluzie się zapocisz. Daj dam Ci inną.
-Nie jest ok.-uśmiechnęła się. Zmarszczyl brwi.
-Pokaż ręce.-wziął moją rękę i podwinal rękaw. Omal nie zemdlal.-Jezu..-przytulil mnie.-Nigdy więcej tego nie rób. Proszę.-miałam wrażenie że on płacze. Ja też zaczęłam płakać.
-Obejrzymy film?-zapytałam po chwili płaczu.
-Ok. A jaki?-zapytał kiedy wycieralam mu policzki kciukami. Uśmiechnęła się lekko.
-"I że Cię nie opuszczę."-usmiechnelam się szerzej.
-Nigdy Cię nie opuszczę, księżniczko.-pocałował mnie lekko. Potem coraz namietniej.
-Joey.-zatrzymalam go.- Możemy zwolnić?-byłam cała czerwona.
-Pewnie.
Polozylismy się przytuleni do siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz